Dzisiaj, po prawie 2,5 tygodniowej przerwie bez biegania
wystartowałem w Niepodległościowej Jedenastce. 11 listopada, 11 kilometrów,
godzina 11:00, biało-czerwone numery, wszystko po to by uczcić rocznicę
odzyskania niepodległości. Na starcie stanęło prawie 700 zawodników, w
podniosłym nastroju odśpiewaliśmy pierwszą zwrotkę roty, czułem się wtedy
wspaniale. Bieg przebiegł bez żadnych przeszkód, zawodnicy na mecie rozmawiali
w przyjaznej atmosferze, wszędzie porozwieszane flagi biało-czerwone, czuć było
atmosferę prawdziwego święta…
Przyjeżdżam do domu, po pewnym odpoczynku zasiadam przed
telewizorem, żeby zobaczyć jak inni świętują niepodległość. I o to co widzę…
Naprawdę zastanawia mnie, co Ci ludzi mają w głowach. I
najbardziej denerwujący jest fakt, że marsz został zorganizowany przez
środowiska NARODOWE, PATRIOTYCZNE, KONSERWATYWNE, PRAWICOWE. To mnie boli
najbardziej. Prawicowe wartości, oparte na wierze chrześcijańskiej są szargane
w ten sposób. No, ale przecież oni na tym marszu walczą o Polskę, a ja jestem
zdrajcą ojczyzny i lewakiem, bo zamiast walczyć o niepodległość biegam sobie i
niczym się nie przejmuję. Oni są PATRIOTAMI, oni pokazują nam jak powinna
wyglądać Polska…
A co mają w głowach ci, którzy wydają zezwolenia na takie marsze??? Bydło jest u nas niestety, ale to oddaje obraz znaczącej części naszego społeczeństwa i tak jesteśmy widziani przez innych. Ja dziś zamanifestowałem patriotyzm w biegu, w tym że zrobiłem dodatkowy trening dla dzieciaków, w tym że zaśpiewaliśmy wspólnie na linii startu hymn, i nikt nikogo nie obrażał i nie bił, a walka ograniczała się do tej sportowej. Czy tak nie byłoby najlepiej? Nawet premier ktorego średnio lubię też zaplusował dziś swoim udziałem. Ale lepiej spalić pare aut, ambasade i tęczę (swoją drogą, wczoraj ją pierwszy raz widziałem, a dziś już jej nie ma hehe)
OdpowiedzUsuń