czwartek, 23 listopada 2017

GPK - całe życie?

Na sam początek chciałbym zaznaczyć, że natchnienie do tytułu notki, dał mi jeden z czytelników swoim pytaniem/komentarzem/wypowiedzią - wstawcie tu co chcecie. W związku z tym, chciałbym wykorzystać okazję i podziękować Wam, wszystkim czytelnikom! To Wy tworzycie tego blogaska: wyświetleniami, komentkami, dyskusjami czy krytyką. Buziaki dla Was!

Dobra, dobra (pocałujcie w pupę bobra), kończę już to melancholijno-nostalgiczne pitolenie. Zanim odpowiem (albo i nie odpowiem, jeszcze nie wiem) na pytanie postawione w tytule, przejdźmy może do tego co ze sławnym GPK (i w okół niego) wydarzyło się w ostatnich miesiącach.

Rozważania wypiszę w punktach, niby jak w e-mailach organizacyjnych. Na alfabet pojęć za mało, a we wszelką chronologię ze względu na wrodzone lenistwo bawić się nie zamierzam.

1. Frekwencja - znowu skoczyła do góry i to dość znacznie ;) Na starcie stanęła duża liczba nowych zawodników, co szczególnie cieszy. Aktualny rekord frekwencji wynosi już 921 osób, a w tym momencie na 1,5 tygodnia przed zawodami ilość zgłoszeń na Bieg Mikołajkowy sięgnęła 1095!


2. Godziny Startu, czyli zmiana, którą wprowadziliśmy. Moim zdaniem przy takiej liczbie zawodników jest jedynym słusznym rozwiązaniem!


3. Pogoda, która na Wielkim Otwarciu była rewelacyjna. Nie miała nic wspólnego z lirycznym November Rainem czy Szklaną Pogodą. Wiadomo, z każdym biegiem pogoda się będzie zmieniać, ale też taki urok naszej imprezy.

4. Sponsorzy VI edycji GPK ze strategicznym partnerem Salomonem na czele. Rozwijamy się i zainteresowanie imprezą rośnie.




Poniżej ścianka sponsorska zaprojektowana i wymyślona przez ciocię Lulu, dziękujemy i pozdrawiamy!


5. "pies Dyzio", czyli nasza kochana Lady. Niewątpliwie jest maskotką GPK i naszej sekcji. Lady pieeesku (cyt. Maja Garbacik), pamiętaj gdzie możesz wchodzić na Biegu Mikołajkowym, a gdzie nie!


6. pani Basia to kolejna barwna postać GPK (znana również jako Mikołajka, lub zdaniem Kaszowskiego "synowa Wojtka". Zawsze możemy liczyć na pozytywne słowo od posiadaczki Złotego Karnetu. Ahoj pani Basiu!







7. Majka Garbacik, która pobiła swój rekord życiowy na Tradycyjnej Piątce i osiągnęła trzeci czas wśród kobiet w historii. Hojra, hojra Maja!




Niemal dokładnie 5 lat temu (gdy był w jej wieku) tak po raz pierwszy finishował Michaś. Młody przystojniacha, nie ?



I tu następne rozważania: Jak ten czas szybko leci! Ale... z drugiej strony to niekoniecznie. Pomyśleć ile się w międzyczasie wydarzyło, ile było biegów na GPK, ile wzlotów i upadków, ile natchnień i ile dedykacji. Piękny czas!

8. Ada Biederman kobieta, która będzie startowała w VI GPK z numerem czwartym, jako druga zawodniczka w historii. Harry, jesteś legendą!



9. E-mailiki, które momentami owszem były prawie całym moim życiem xd Dzienna ilość sięgała dwudziestu paru.

Odpowiadanie na nie stawiamy jednak jako jeden z priorytetów w organizacji imprezy. Staramy się traktować każdego klienta, każdą sprawę indywidualnie. Takie działanie długofalowo ma pomóc w budowaniu marki.

10. Biuro zawodów! Z radością patrzyło się na ten team spirit w piątek przed zawodami. Szczególne pozdrowienia dla pani kierownik (mimo, że ostatnio podpadła dokładając mi kilka dodatkowych lat), która potrafi ogarnąć już naprawdę duże przedsięwzięcie!


11. Harmonogram, który przy takiej ilości osób można było naprawdę bezboleśnie ułożyć. Podziękowania dla wszystkich odcinkowych (Marcin, Paweł, Bartek, Marek, Włodzimierz, Ania, Ania, Bogusia, Grzesiek i Agnieszka) - jest ekipa, całego wolontariatu, ekipie naborowej z Górzanki, wszystkich członków sekcji, którzy poświęcili chwilę dla rozwoju imprezy. Dopiero się rozkręcamy, mamy jeszcze cztery biegi!



Reasumując, podsumowując, nie ma jeszcze czego podsumowywać! Przed nami cztery biegi i mnóstwo pracy!

Co do pytania z tytułu myślę, że ciężko jest na nie odpowiedzieć. Pracę przy GPK przyrównałbym raczej do pracy rzemieślniczej. Jest to bardziej odtwórcze (przynajmniej dla mnie) wykonywanie obowiązków, nie ma tej fantazji, która jest przy Wawel Cup.

Więc, niech to pytanie pozostanie pytaniem bez odpowiedzi, a może nawet pytaniem retorycznym (nie mylić jak niektórzy w pierwszej liceum z pytaniem erotycznym).
Na koniec element liryczno-liryczny, którego dawno nie było w blogaskowej twórczości:

liryczno (wiersz, którego tytuł sam w sobie nadaje się na tytuł blogaskowej notki) -



*Nie żebym reklamował TVPiS
liryczny -

""To człowiek swoją wyobraźnią stwarza bieguny – Himalaje i głębie oceanów. Ciągle jesteśmy dziećmi we wszechświecie. To co wydaje się niezmierzone dziś, staje się standardem w przyszłości. Jak trudno jest odepchnąć się od teraźniejszości, pochylić nad niezliczonymi możliwościami jakie daje nam życie. Jak trudno jest pokonać bariery świadomości, wyobraźni i uwikłania w codzienność. Świat nie robi sobie nic z naszych rozterek i cierpień, dał nam to co akurat miał pod ręka. I tylko od nas samych zależy wybór drogi i co chcemy robić z naszym życiem. Wszystko co możemy zrobić to żyć tak, żebyśmy potem nie musieli niczego żałować. Wygląda na to, ze świat tez nie wie dokąd iść i co robić, ale trwa, miota się i próbuje, nie ma celu ani początku ani końca. A my jesteśmy tylko jego częścią. Każdy z nas zawiera w sobie nieskończoność, wiec dlaczego nie spróbować. Istotą człowieka jest poznanie. Myślę, że łatwo jest dojść na biegun, wejść na górę jedna czy druga. Trudniej zrozumieć po co, dlaczego. Jest tylko droga, która trzeba iść. Nie ma sensu pytać dlaczego. Trzeba sobie postawić pytanie co dalej?

P.S. Warto pamietać, ze są na świcie takie pojęcia jak prawda, miłość i piękno. ~Marek Kamiński “Moje Bieguny”""

Ciężko powiedzieć czy powyższy cytat pasuje do notki, jednak przeglądając pewnego blogaska bardzo chwycił mnie za serce. Nie da się ukryć, że autor w filozofowaniu jest lepszy chyba nawet od samego Cycerona (czyli zadufanego w sobie dwudziestoletniego cwaniaka)!


Pozdrowionka dla wszystkich, już wkrótce "Jesień rzycia" i "road to Mordor"!

piątek, 3 listopada 2017

Ranking ligowy - aktualny stan

Godzina 1:30 w nocy, dziesiątki e-maili, na które jeszcze nie odpisałem, jakaś dziwna bezsenność i romantyczne (co ten Cyceron jest romantyczny!) nutki słuchane w Radio Złote Przeboje (tu lokowanie produktu, ale nie będę ukrywał, że jest to moja ulubiona stacja radiowa). Tak, to jest chyba odpowiedni moment na kolejną blogaskową notkę. Kompletna nieodpowiedzialność, co nie?

Zanim przejdę do analizy rankingu ligowego (bo o tym będzie kolejna notka), przedstawię krótkie zestawienie wejść na cycowego blogaska.

relacja z Mistrzostw Świata („Jednak pozytywnie?”) – 153 wyświetlenia

brązik z MP w biegach górskich i awans na WMRC („Eliminacje do JW… Nagroda pocieszenia”) – 144 wyświetlenia

sreberko z MP w ultralongu, po pamiętnej pogodni za pierwszym wózkiem „11 sekund – mało, czy dużo?” (pisane z błędem interpunkcyjnym jak teraz widzę) – 155 wyświetleń

vs

rozważanie o tym, że jestem słaby i gruby, ale żyje się fajnie „85kg na podium!” – 404 wyświetlenia

rozważania o męskiej elicie, dupie marynie bądź jak to KK powiedział: „Leczenie własnych kompleksów” „Ranking ligowy – stan na 1.09.2017” – 438 wyświetleń

Nietrudno zauważyć, że zwykły czytelnik ma w dupie jakieś tam średnie wyniki na ogólnopolskiej arenie. Nie to porywa tłumy! Zatem komercjalizując bloga odpowiadam na oczekiwania czytelników. (Mimo, że na rankingligowy@gmail.com wciąż brak żadnych e-maili w skrzynce.)

A więc i dwója bęc – do dzieła:

EKSTRAKLASA

1. Bartosz Pawlak – ranking zamrożony (kontuzja). Z Instagrama (tak Cyceron ma już Instagrama) można było dowiedzieć się, że Bartek zaczął już treningi. Życzymy powrotu do wysokiej formy i obrony rankingowych punktów w wiosennych, zagranicznych startach. ranking zamrożony

2. Wojciech Kowalski – Wojtkowi zabrakło na klasyku, zabrakło na nocnym, ale middle był pięknym zwieńczeniem sezonu i poza złotym medalem dał obronę drugiej lokaty w Rankingu Ligowym. 0

3. Rafał Podziński – Jesień była jego! Bez dwóch zdań! Do awansu na drugie miejsce zabrakło złota na middle’u, aby wspiąć się wyżej potrzebne są sukcesy zagraniczne, których w przyszłym sezonie Rafałowi życzymy. Na ranking nie ma wpływu wynik na „płaskiej dyszce”, mimo to autor blogaska pyta: Co się stało? +2

4. Piotr Parfianowicz – O wyższości biegów leśnych nad sprinterskimi rozpisywał się ostatnio w dość mocnych słowach w e-mailu do małopolskich sympatyków BnO pan Roman Trzmielewski. Ja z jego zdaniem się nie zgadzam, niech karawana jedzie dalej, będziemy robić swoje. Wracając do pozycji rankingowej Piotra tu wychodzi niestety słabość mojego rankingu. Jak porównać wyniki ze sprintu z lasem? Na sprintach Piotr jest absolutnie numerem jeden. Analizując jednak dwa najbardziej prestiżowe biegi leśne (middle, klasyk)  wysuwam wniosek, że to Rafał powinien wskoczyć na trzecie miejsce. Zobaczymy jak ta korespondencyjna rywalizacja będzie toczyła się w przyszłym sezonie. -1

5. Michał Olejnik – solidnie, ale bez truskaweczki na torcie, stąd spadek na ostatnie miejsce w ekstraklasie. W tym roku brakło „tego czegoś”. -1

I LIGA

6. Mateusz Wensław – dwa medale indywidualne i to na dwóch najbardziej prestiżowych dystansach dają Mateuszowi pozycję pole position w pierwszej lidze. Na razie w starciu młodość vs doświadczenie, doświadczenie górą. +1

7.  Krzysztof Rzeńca – niecodziennie pokonuje się Vojtecha Krala na klasyku, a nasz Krzyś to potrafi! Do tego dochodzi bardzo dobry występ na klasyku i niestety absencja w Piechowicach. Warto dodać, że nowa wybranka serca Krzyśka (być może w blasku jego chwały) zdobyła swój pierwszy indywidualny medal MP w życiu. Tutaj muszę gorąco ją pozdrowić, ucałować na odległość i… przeprosić. Bo nie wierzyłem, a błogosławieni, którzy uwierzyli… :( +1

8. Radosław Piotrowski – ciężkie stany gorączkowe wykluczyły Radosława z walki o medale na klasyku. Na nocnym i middle’u też brakło tej wisienki.  Ale już kończąc tą falę śmiechu, należy stwierdzić że to było niezłe otwarcie Radosława jeśli chodzi o walkę w elicie i miejsce w TOP8 jest w pełni zasłużone. Dużo zdrowia w przyszłym roku! -2

9. Mikołaj Dutkowski – tu będę aż tak złośliwy, że wkleję przyczynę, z powodu której Mikołaj nie jest jedno miejsce wyżej.


Wiemy jednak, że jest to tak ambitny gość, że on jeszcze kiedyś ten medal w pełnej stawce wyszarpie. Jestem tego więcej niż pewny! Tymczasem pozdrowienia i gratulacje za Mistrzostwo Wojska Polskiego (które jednak nie ma wpływu na ranking). 0

10. Krzysztof Wołowczyk – obronił wysokie miejsce w rankingu, „piątką na średnim”. Może gdyby nie dogonił jednego słabego grajka i nie walnął z nim dwóch błędów to cieszyłby się ze srebra? 0

11. Kuba Drągowski – regularność Kuby jest wręcz porążająca. Kolejne miejsca w TOP6 – klasyk, nocny; wygrana pierwsza zmiana sztafet i świetny występ w Czechach. Naciska na kolegów, którzy w rankingu są wyżej! ) 0

12. Marcin Richert – kolejny punkt dla doświadczenia. Nowość w rankingu i od razu 12. miejsce. Nie mogło być inaczej po 7. miejscu na średnim! NOWOŚĆ

13. Michał Kalata – Klasyk to nie był jego dzień, na średnim pobiegł już bardzo solidnie. Przeskoczył Alka, spadł za Marcina Richerta. 0

14. Aleksander Bernaciak – Po bardzo udanej zeszłej jesieni, Alek miał dużo rankingowych punktów do obrony. Nie przyjechał na MP-ki stąd spadek -2

15. Piotr Paszyński  - Kontuzja zamraża ranking, nie można na razie spaść, ani awansować z ligi. Życzymy dużo zdrowia! ranking zamrożony

16. Serhiy Babych – brak startów w Polsce od ostatniego zestawienia -1

II LIGA

17. Karol Galicz - Karol poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Złoto w drugiej lidze na klasyku i nocnym oraz blamaż na średnim. Najbardziej dzielny zawodnik, który startuje w bardzo wielu miejscach. Mam jednak wrażenie, że znów nie trafił ze szczytem formy na MP. -1

18. Tomasz Jurczyk – udane sztafety, dobry middle i mamy najbardziej spektakularny awans w obecnym zestawieniu! +4

19. Mariusz Pabich – kolejny awans – nocny ukończony, na średnim w drugiej lidze srebro. Wschodnie wojaże oddały formę. +1

20. Mateusz Dzioba - ranking zamrożony

21. Michał Garbacik – tu spadek, katastrofa na sztafetach (bo kogo tam interesuje, że jakaś gumeczka się ześlizgnęła, było lepiej założyć!), kontuzja na średnim. Wartym odnotowania jest jednak fakt, że tej jesieni na pojedynczych, regionalnych biegach pan Michał sprawdził czterech z pięciu Mistrzów Polski z M18-20 (Biederman, Kuca, Płóciennik i… Borgiel!), z Pryjmą nie było okazji się zmierzyć. Może będzie w przyszłym! -2

22. Adam Szmulkowski – jesienny brak startów w tak wyrównanej drugiej lidze powoduje spadek, aż o 4 pozycje! -4

23. Wojciech Dudek – Narzekałem, że mało Wojtka na zawodach i proszę! Pojawił się na średnim i to z bardzo dobrym wynikiem. W rankingu constans. 0

24. Robert Niewiedziała – kolejny rankingowy debiut. 14. miejsce na middle’u daje potencjał do wyższej lokaty w ogólnym rankingu. Na razie jednak za mało startów, zobaczymy jak będzie w kolejnym sezonie! NOWOŚĆ

25. Łukasz Charuba – powrót prezesa do solidnego biegania (nocny, średni)! Mamy taką nadzieję. Prezesi powinni się wspierać, także trzymam kciuki! 0

26. Dawid Stefański – znów nienajlepiej na sztafetach, dobrze z kolei na średnim.
Również nowość w rankingu. NOWOŚĆ

27. Łukasz Gryzio - Łukasz nie poszalał na sztafetach, ani tym bardziej na middle’u, stąd spadek w rankingu. Trzymam kciuki za ściganie w przyszłym sezonie. -6

28. Maciej Hewelt – Maciej nie poszalał na sztafetach, stąd spadek w rankingu. Powodzenia na nowej drodze życia i cytując hasztaga z fejsbuczka #CzasZnówZająćSięBieganiem. U Maćka niewątpliwie jest potencjał, nawet na pierwszą ligę. -6

29. Marek Skorupa – Marek na sztafetach zrobił swoje, ale zabrakło tego błysku i jakiegoś startu potwierdzającego przyzwoity wynik. -5

30. Tadeusz Piłkowski – brak startów w kraju, z pozdrowieniami dla Tadeusza solidna pozycja w TOP30. -4

To tyle. Ranking wzbudza dość spore zainteresowanie. Padły propozycje stworzenia III i IV ligi (to może w zimie się uda) oraz rankingu sportidentowców, kartografów czy budowniczych tras (tego typu zestawienia sobie odpuszczę). Wszystkim przypominam, że głównym celem tego rankingu jest dobra zabawa. Także mam nadzieję, że nikt zbyt ambicjonalnie swojej pozycji nie potraktuje ;) Rzucajcie kometki, piszcie e-maile i szykujcie formę na przyszły sezon! Niech żyje bal...!

...bo przecież życie to bal jest nad bale!

wtorek, 3 października 2017

Ranking ligowy – stan na 1.09.2017

Obiecany ranking ligowy miał powstać już dawno, ale wiecie jak to jest z blogaskowaniem… W ramach ciekawostki zaznaczę, że bezpośrednim impulsem do napisania notki, był fakt, że przebudziłem się właśnie w środku nocy i zapragnąłem sztuki hehe. Także popijając pyszną herbatkę, pozdrawiam wszystkich czytelników, miłej lektury.

Kilka słów o funkcjonowaniu rankingu ligowego. Ranking ligowy ma być alternatywą dla rankingu PZOS, jego celem jest lepsze oddanie krajowej pozycji poszczególnych biegaczy oraz dodanie trochę fanu do rywalizacji zawodników np. takiej drugiej ligi. Opiera się on na systemie biegów obserwowanych. Rolę trenera kadry będzie tu pełnił prezes MZOS, NUS im. WD, KS Baryczka Bryczka (tu tytuł honorowy) i jeszcze kilku innych bardzo poważnych instytucji. Wszelkie uwagi i wątpliwości proszę śmiało zamieszczać w komentarzach. Zachęcam również do wysyłania wyników zawodów zagranicznych czy też regionalnych na rankingligowy@gmail.com, również na ich podstawie będzie układany kolejny ranking.

I tu propozycja dla PZOS: Zamiast opierać się na Waszym rankingu, stwórzcie listę startową na MP na podstawie mojego. Lista startowa w odwróconej kolejności, ekstraklasa staje się ligową redgrupą, interwał pomiędzy ligami wzrasta dwukrotnie (czyli między Karolem Galiczem, a Serhiy Babychem [mam nadzieję, że dobrze odmieniłem] na middlu będzie wynosić 4 minuty). Wygląda sprawiedliwie, co nie?

Pierwsze zestawienie pomija wrześniowe starty: MP-ki i efektowne zwycięstwo Krzyśka w Czechach. Piszę je, tak jakby dziś był 1 września.

EKSTRAKLASA

1. Bartosz Pawlak - na przestrzeni ostatnich 2 lat chyba najlepszy Polak w lesie, dużo zagranicznych startów, na których pukał już do tej ścisłej światowej czołówki.

2. Wojciech Kowalski - świetna ubiegła jesień, solidne starty na wiosnę i drugie miejsce na sprinterskich MP.

3. Piotr Parfianowicz - najlepszy sprinter w kraju, w drugą część wakacji świetny występ na sprinterskim World Cupie.

4. Michał Olejnik - miejsce numer 4 obronił przed Rafałem lepszymi startami w lesie na Pucharze Świata.

5. Rafał Podziński - forma idzie do góry, świetna postawa na polskich wielodniówkach (w tym na najfajniejszej, czyli na Wawel Cup hehe), brakuje kropki nad „i”, by przesunąć się w tabeli ekstraklasy, kto wie może postawi ją we wrześniu i październiku?


I LIGA

6. Radosław Piotrowski - przez te wakacje Radzio zasłużył sobie na pierwsze miejsce w pierwszej lidze. Dobra postawa i podium kolejno na: Wawel Cup, O-Games, Baltic Cup, wcześniej jeszcze srebro na ultralongu. Powodzenia na klasyku!

7. Mateusz Wensław - doświadczony eliciarz, dobre występy na KMP i 10-mila.

8. Ósemka dla Krzyśka Rzeńcy, szóstego sprintera kraju – stanął na podium z całą ekstraklasą.

9. Mikołaj Dutkowski - mistrz z ultralonga, z czasem trochę obniżył loty (Baltic Cup, Grand Prix Pomorza), wciąż jest to jednak dobra dyspozycja i pewna lokata w górnej połowie pierwszoligowej tabeli.

10. Krzysztof Wołowczyk - kolejny świetny sprinter rodem z Warszawy, wiosną zadziwiał wszystkich swoją formą biegową, leśne wielodniówki nie pozwoliły mu jednak wdrapać się wyżej w pierwszej dziesiątce.

11. Kuba Drągowski - solidny zawodnik, od lat utrzymuje równą wysoką dyspozycję, miejsca w TOP6 na takich zawodach jak KMP czy MP to dla Kuby chleb powszedni.

12. Aleksander Bernaciak - świetna jesień, jednak sprinterskie MP i O-Games przesunęły Alka niżej w ligowej tabeli.

13. Michał Kalata - Zawodnik Paulinum z przytupem rozpoczął sezon, jednak dyspozycja w trakcie wakacyjnych startów plasuje go w drugiej połowie pierwszoligowej tabeli.

14. Piotr Paszyński  - bardzo dobry ultralong i KMP dają Piotrkowi miejsce w pierwszej lidze. Kontuzja zamraża ranking, nie można na razie spaść, ani awansować z ligi. Życzymy dużo zdrowia!

15. Serhiy Babych - zawodnik z Dębowa okazjonalnie pojawia się na zawodach w Polsce, świetne starty na KMP dają mu miejsce w I lidze.

II LIGA

16. Karol Galicz - Karol solidnie biegał na ultralongu, na KMP, w trakcie wakacyjnych startów no ale… ta solidność daje mu tylko i aż! pole position w drugiej lidze.

17. Mateusz Dzioba - mało startuje, jednak dwoma dobrymi biegami na Baltic Cup wbił się do drugoligowej czołówki.

18. Adam Szmulkowski – dobra postawa na Wawel Cup, O-Games i Limanowa Cup przesuwa Adama w górę tabeli.

19. Michał Garbacik (nemo est iudex in propria causa) Aczkolwiek pozycja oddająca chyba aktualne miejsce w kraju zawodnika WKS.

20. Mariusz Pabich – dobra postawa na sprinterskich MP i miejsce w górnej połowie II ligi.

21. Łukasz Gryzio - Łukasz to typowy zawodnik drugiej ligi, nie wchodzi na pewien poziom, ale też poniżej pewnego nie spada. Dobre biegi w te wakacje na Wawel Cup i Limanowa Cup.

22. Maciej Hewelt - Maciek wygrał drugą ligę na klasyku KMP, na Baltic Cupie jednak delikatnie mówiąc nie błysnął, stąd miejsce w środku drugoligowej tabeli.

22. Tomasz Jurczyk - na sprinterskich MP kiepsko, ale na największej pięciodniówce w Polsce już całkiem solidnie.

23. Wojciech Dudek - mało Wojtka ostatnio na zawodach jednak miejsca z longa i sprinterskich dają solidna pozycję w II lidze.

24. Marek Skorupa - tu w sumie, jak wyżej, tylko zamiast sprinterskich klasyk KMP

25. Łukasz Charuba – popularny prezes ostatnio mało startuje, ale miejsca w II lidze dla niego nie może zabraknąć.

26. Tadeusz Piłkowski – Tadzio obronił miejsce w II lidze świetnym biegiem na sprincie w Lublinie, czekamy na kolejne biegi w kraju.

LEGENDA:
Ekstraklasa – trzeba napieprzać, być w absolutnej czołówce kraju, na ogół są to wojskowi
I liga – trzeba być dobrym lub bardzo dobrym
II liga – wypadałoby już coś trenować
III i IV liga być może ukażą się w kolejnych zestawieniach.
ligi okręgowe (A klasa, B klasa – zawodnicy startujący na zawodach regionalnych, nie jeżdżą na MP np. Maciej Więcek, Piotr Pietroń)

Pierwsze zestawienie za nami, zapraszam do komentkowania i przesyłania e-maili! 

wtorek, 22 sierpnia 2017

#roadtosomewhere – Festiwal Biegów Alpejskich

Paradoks, moi drodzy czytelnicy, polega na tym, że zacząłem tą notkę pisać od ostatniego akapitu, jeśli chcecie można też zacząć ją czytać „od dupy” strony (czyli foteczki z dedykacją, przed odniesieniami do gwiazdek), bo chyba warto!

Na dzień dobry z kolei wrzucam (zupełnie dla celów marketingowych, aby foteczka wyświetliła się jako główna przy linku na fejsiku), zdjęcie etatowej pani fotograf z GPK – Magdaleny Bogdan. Enjoy!


Pomysł, żeby wystartować w całym Festiwalu zrodził się już dość dawno. Nie da się ukryć – nie był zbyt przemyślany. (Ale czy wszystkie pomysły w życiu muszą być przemyślane?) Klamka zapadła – jedziemy! Średnio wyspany po spajderkowo-gpkowym grillu i wczesnej pobudce ruszyłem wraz z kompanami na południe! Do annałów historii przejdzie najszybszy fragment minionego weekendu (czyli rozgrzewka przed pierwszym biegiem, którą robiliśmy momentami po około 4’00’’/km). Ostatecznie nie spóźniając się na start, ale startując z biegu ruszyliśmy, na Babią Górę po raz pierwszy! Cały bieg był rozegrany uważam całkiem dobrze, bez szarpania, ze świadomością co czeka mnie za Markowymi Szczawinami [Chaszczoka biegłem już dwa razy, z tego raz całkiem żwawo]. Mając spory zapas sił na ostatnim podbiegu, lekko zafiniszowałem wyprzedzając dwóch biegaczy. Czas bardzo podobny jak w zeszłym roku, a tym razem nie biegłem „na maksa”, czyli sportowo całkiem nieźle ;) 

I czasy: Garbi74:38, Marek Skorupa pseudo „Skorupa” – 76:05, Żan Baran82:55 (pierwszy – Piotr Koń62:57). 

I foteczki ze szczytu (dwóch walczących przystojniaków i Cyc turysta xd):




Kolejna foteczka, co by nie powiedzieć, widoczki były prima sort!


Następny etap to sprinty pod górę (nachylenie jakieś 27%) – poniżej seria foteczek pt. „Strach i skupienie”.



Sportowo dwie mocno, trzecia odpuszczona, czwarta na pałę by zdobyć bonifikatę (drugie miejsce) i piąta znów odpuszczona, bo już się nie dało. Działo się! To był etap, który zrył banie! 





Po południu znów dwa etapy (była szansa by się przespać 20 minut pomiędzy etapami), Bieg na Mokry Kozub (1km, 150m up) to pierwsze od dawien dawna podium pana Cyca, fajne przetarcie. Na początku wszyscy ruszyli myląc trasę i szukając przejścia między krzakami, a kłodą („coś jak w BnO na pierwszej zmianie” - stwierdził Marek). Biegło mi się bardzo dobrze, „denerwował” mnie tylko zawodnik z kijkami, którego nie szło wyprzedzić, z uwagi na zamaszyste ruchy kijkami. Zawodnik ten później wygrał cały festiwal, jak i Bieg Ultra Granią Tatr, więc może i dobrze że nie wyprzedzałem ;)

Pierwszy Robert Faron6:30, trzeci Garbi6:43, Mareczek7:31, Żan z uwagi na niedyspozycję zrezygnował po Chaszczoku.

Następnym biegiem, był Bieg na Małą Babią, znów bagatela 780 metrów w górę. Ponownie zacząłem spokojnie, tym razem jednak dałem się podpuścić swojej głowie i pewnemu starszemu zawodnikowi , który powiedział - „młodzież do przodu”. Mocno spawałem na piątej pozycji, potem jednak trochę siekło. Jakkolwiek fajne uczucie, jak Ci się przypominają „stare dobre czasy”. Bo na tym biegu momentami to był Garbacik z dawnych lat!

Rubryka czasy: pierwszy Aleksander Dzidowski 46:19, Garbi53:34 i Marek, którego również siekło – 58:16. Sportowo biegł wypadł naprawdę nieźle, trzy minutki straty do podium, jakby to był mój jedyny start, a nie jeden z festiwalowych można byłoby o nie powalczyć.

I oczywiście rubryka foteczki, coś pięknego!




Noc była ciężka, zaledwie kilka godzin szarpanego snu, jadąc na Nocny Bieg na Cyl o godzinie 1:50 padły pamiętne słowa: „Marku czy nas kur*a poje*ało?”*,**

Ciekawostką tego biegu, było spóźnienie się na start, gdyż pierwszy raz w życiu spotkałem się z tym, że organizatorzy sprawdzali obowiązkowe wyposażenie i nie chcieli mnie dopuścić. Na początku "rura" (a dokładnie spacer) stokiem narciarskim do góry, płaski fragment i końcówka na Cyl. Bagatela 595m w gorę na 3,6km. Biegło mi się zadziwiająco dobrze, realizowałem plan by nie dać się wyprzedzić przez pierwszą kobietę xd. Zgon miał dopiero nadejść. 

Czasy – pierwszy Robert Faron32:13, Garbi 36:14, Maro38:17.

Foteczek brak :( :( :( (dużo smuteczku)

Zgłaszając się na FBA, jakby nie przyszło mi do głowy, że nie jest to nie tylko 40km i 6500m up w dwa dni (ale de facto drugie tyle), bo na każdy kolejny start trzeba było dojść. I w ten sposób po kolejnym ciężkim spacerze z Cylu na Krowiarki zacząłem czuć, że jestem odwodniony i głodny, jednocześnie nie mogąc już dostarczyć więcej pokarmu, gdyż organizm nie chciał trawić. Śmieszne uczucie. Na Krowiarkach Marek napomknął jeszcze: „Czekaj na mnie na szczycie”. Rzeczywistość była zgoła inna co obrazują wyniki (jak to kiedyś trener Włodek powiedział „Garbaty jak Cię sieknie to już sieknie, musisz o tym pamiętać”) – i tak właśnie było ; ) 

Czasy: pierwszy Andrzej Długosz32:03, Skorupczak 49:31, Garbizgon62:19 (prawie dubel)

I foteczki:



However, Bieg Wschodzącego Słońca – coś pięknego, z chęcią znów tu wrócę (zarówno na taki romatyczny spacer, jak i może kiedyś na pojedynczy bieg, by powalczyć o czołowe miejsca). Reasumując, podsumowując już odpuściliśmy – ja się już do niczego nie nadawałem, a Marek też „szukał wymówki by zakończyć to szaleństwo” (no i obiad u babci był). 

"Jeszcze nie jestem ultrasem" – tak również mógł brzmieć tytuł tej notki. Mimo to była to wspaniała przygoda, prawie 60 kilometrów w jedną dobę, piękne widoki, doborowe towarzystwo, a i sportowo nie było tak źle ; ) Jeszcze kiedyś góral wróci ;) Ahoj!

I już tak trochę abstrahując od przewodniego tematu notki i odpowiadając na pytanie koleżanki Marty:

- Jakie teraz będzie roadto?
- #roadtopięćkilomniej #roadtobefitagain #roadto1000, a przede wszystkim #roadtosomewhere – wszyscy zmierzamy dokądś i skąd mamy wiedzieć co przyniesie nam los (który przecież tak często lubi grać z nami w pokera!)? Kolekcjonujmy piękne chwile, żyjmy przeszłością, teraźniejszością i przyszłością (najlepiej wszystkim na raz) i starajmy się trochę częściej do siebie uśmiechać! 

I niezawodni Scorpionsi***, może niezbyt w temacie notki. Ale czyż to nie jest piękne?


I foteczka z dedykacją, tym razem oczywiście z użytkownikiem Marek Skorupa. Znanym, klubowym „łowcą bramek”, a przede wszystkim kolegą****,który ściągał mnie kiedyś zimą z gór. Dzięki niemu możecie dziś czytać kolejne rozdziały książki Cycerona!  


*Czytającą młodzież przepraszam za przekleństwa.
**Ilość przekleństw jest wprost proporcjonalna do poziomu zmęczenia.
***, którzy w tym roku odsłonili swoją gwiazdkę w Alei Gwiazd pod Wawelem ;) Do zobaczenia w przyszłym roku w Podlesicach!
****-Byłem z kolegami… -Ty nie masz kolegów! –Trenerze, a Marek? –No dobra, Marek jest Twoim kolegą!

Ahoj po raz kolejny!

niedziela, 6 sierpnia 2017

Dlatego czasem warto żyć!

Kiedy byłem mały,
zawsze chciałem dojść na koniec świata,
kiedy byłem mały,
pytałem gdzie i czy w ogóle kończy się ten świat...

W życiu piękne są tylko chwile,
w życiu piękne są tylko chwile

Kiedy byłem mały,
pytałem co to życie,
co to życie mamo,
widzisz życie to ja i Ty,
ten ptak, to drzewo i kwiat,
odpowiadała mi...

W życiu piękne są tylko chwile,
w życiu piękne są tylko chwile

Teraz jestem duży i wiem,
że w życiu piękne są tylko chwile,
dlatego czasem warto żyć,
dlatego czasem warto żyć...

W życiu piękne są tylko chwile,
w życiu piękne są tylko chwile,
w życiu piękne są tylko chwile,
w życiu piękne są tylko chwile,
tylko chwile

 

Jak w tytule! Dziś bez dłuższych rozważań (na dłuższą relację z weekendu, serdecznie zapraszam wkrótce, bo i jest o czym pisać). Wiernych czytelników zostawiam z tekstem piosenki i cyconistycznym przesłaniem (Kto jeszcze pamięta tą starą i znaną filozofię?! [z czasów, gdy cyceron był jeszcze piękny i młody!]), że czasem warto żyć oraz tworzyć wspomnienia (a nie tylko żyć wspomnieniami)!

Dziś foteczek sporo nie będzie, jakość też może średnia, ale blogaskowa dokumentacja obowiązkowo musi być.

Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel!


I romantyczny spacer o wschodzie słońca na Babią Górę, z użytkownikiem Marek Skorupa. Co ten  cyceron jest romantyczny! 


I może najpiękniejsza z wszystkich chwil z tego weekendu, która trwa właśnie teraz! Gorąco pozdrawiam wszystkich czytelników, Wasze zdrowie!


I jeszcze foto dedykacja, na stałe wracamy do blogaskowych dedykacji. Tym razem foteczka z World Gamesów. Zamiast uganiać się za Kyburzami, Robertsonami czy innymi tam gwiazdami, udało mi się zrobić foteczkę z gwiazdą z kraju nad Wisłą! Duży to dla mnie zaszczyt, pozdrowienia! z użytkownikiem Mistrzyni Europy Helusz2016

niedziela, 23 lipca 2017

„Nie sztuka dobrze biegać jak się jest w formie, sztuką jest..."

...umiejętnie się przeciągnąć jak się jest grubym cieniasem!"

Czasy kiedy mogłem uczciwie powiedzieć – „pan Cyceron jest w formie” minęły. Mam nadzieję niebezpowrotnie, bo jak to powiedział na jurajskim zakończeniu sezonu MH „W pewnym momencie bieganie to ciągła walka do tego do czego się już i tak nie wróci”. Tak więc z tego co widać – Maciek walczy, (ja z resztą też). Walka w drugiej lidze (i w wadze ciężkiej 80+ będzie ciekawsza!)

Okres po KPA obfitował w starty wydawać by się mogło kluczowe, zatem pora na relację z AMP, KMP, MP oraz z Mistrzostw Węgier, które były taką truskawką na torcie. 

Po zakończonym weekendzie sprinterskim, biegałem trochę na bieżni. Wynikami się chwalić nie będę, dociekliwi sprawdzą, no może poza jednym…

pchnięcie kulą – 7,74 m 

Nowy rekord życiowy, stary poprawiony o ponad 0,5 metra! Do tego jak łatwo można zobaczyć na tymże blogasku, w korespondencyjnym pojedynku trener Karol został pokonany o 0,48 metra.* Czyżby 1 liga w pchnięciu kulą wśród polskich orientalistów?

Pozostając w temacie stadionu, płynnie przejdę do samych AMP-ów, na które uczciwie powiem nie jechałem z myślą o biciu rekordów życiowych. Poniżej foteczka Mistrzów UJ-otu w sztafecie 4x400 metrów. Najsłabsze ogniwo zebrało cenne doświadczenie i może następnym razem czas będzie lepszy :P


W tak zwanym międzyczasie odbyły się Klubowe Mistrzostwa Polski – bieg klasyczny i sztafeta pokoleń. Z uwagi na tygodniową niedyspozycję klasyk odpuściłem - poleciałem kilka punktów truchtem, cztery punkty na przetarcie za Paszą i znowu truchcik. Prawdziwa rywalizacja miała dopiero nadejść!


Następnego dnia nadszedł dzień, w którym mój bieg (poza rywalizacją w drugiej lidze), miał większe znaczenie. Sztafeta klubowa, czyli zawsze ogromne emocje i interesująca rywalizacja! Wawel troszkę osłabiony ruszył do boju, a na pierwszy ogień posłał pana Cyca!


Teren niezbyt mu odpowiadał, ale nie ma co narzekać – trzeba było ruszyć do boju. Od startu od razu harpagony zaczęły mega mocno – pierwszy kilometr po syfie 4:38, drugi 4:06! Na pierwszym rozbiciu leciałem swoje, kątem oka widziałem, że Marek ma to samo. Już wcześniej domyślałem się, że budowniczowie tras na pewno nie pójdą na łatwiznę i kilka podwójnych wajch nam zafundują. Na trójkę uformowała się już hierarchia w tramwaju (z przodu Podzio, Radzio), a za nimi sznur wraz z panem Cycem. Spory błąd Garbi walnął na piątkę. Zabrakło konsekwencji i pewności siebie na rozbiciu. Około minuta w plecy.


Mimo to uformował się całkiem fajny tramwaj za Podziem. Hierarchia – Podzio, Michał Kalata, MG, Yaroslaw Pazuch, Maciek Hewelt (mniej wiecej taka). Tempo nie było komfortowe (sam bym pewnie takiego nie narzucił), ale wystarczające by kontrolować mapę i korygować wahnięcia motorniczych. Na lekką „pałę” biegłem tylko na punkt 58, ale jakoś się udało ;)


Znów ciekawie było na następnym rozbiciu – tym razem dostałem najtrudniejsze (to co Pasza), jakoś udało się to tam wymacać i straciłem do czuba około 15 sekund. (Tak trzeba było biec na to bagienko.)


Później rozpoczęła się już konkretna pogoń, w zasięgu wzroku Yaroslaw i Kali, gdzieś tam na horyzoncie Pasza z Podziem. Na widokowym byłem siódmy, ale…


…prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym jak kończą. Trzeci czas pierwszej zmiany za Paszą i sekundę za Michałem Kalatą. Tego nie było za czasów najlepszej formy biegowej, kto pamięta Helusz ten wie, pozdrawiam tamten tramwaj (Grabek, Hewi, Gucio, Łukasz Gryzio).


Walka pozostałych zmian była bardzo interesująca, świetnie pobiegła na przykład Madzia Topór, ostatecznie skończyliśmy na trzecim miejscu. Brakło tak niewiele ;) Dziękujemy wszystkim za walkę i gratulujemy zwycięzcom – to był fajny dzień ;)


„Przygotowując” się do sprinterskich MP pobiegałem jeszcze fajną rozgrzewkę (znów kluczowe warianty na plus)

3D run 



oraz jeden trening ciągły na terenie osiedla Widok.


Sam bieg na sztafetach sprinterskich był taki sobie (bez większych błędów, jednak niepewnie na początku). W tak prostym terenie powinienem tego uniknąć. Boli przegrana z trenerem ;)**

[mapa chyba gdzieś zaginęła w akcji, albo nie wiem czy nawet ktoś ją odebrał]

Po południu temperatura ciała wynosiła 39 stopni i następnego dnia zająłem się piciem kawusi, kibicowaniem i śledzeniem rywalizacji ligowej. Kolejny już profesjonalnie przygotowany ranking po O-Games-ach i Limanowej.


Okres pomiędzy MP-kami, a Wawel Cup to tydzień obijania (połączony z chorowaniem) i trzy tygodnie trenowania, w którego skład weszło kilka solidnych wybiegań, crossów po lesie, trening na legendarnej pustynii


i wyjazd na Mistrzostwa Węgier. Analizując je w pigułce, bo już notka zaczyna przybierać rekordowe rozmiary.

- eliminacje middla + (mały plusik, generalnie solidny bieg, wysoka koncentracja w pierwszej fazie biegu, jeden spory błąd i do końca już czysto – pewne wejście do finału z 4. lokaty)


- finał middla --- (trzy minusy, piąta liga, fizycznie katastrofa, Bob na Bobie, zdecydowałem się zejść, by zebrać siły na finał) Wielkie gratulacje dla Daniela za tytuł Mistrza Węgier (nieprawdopodobny postęp). Gratulálok!***


- odmawianie alkoholu + (mały plusik, z kim trzeba, ile trzeba to wypiłem. Ale nie jest łatwo być gościem i jeszcze musieć biegać ;) ) 

- sztafety +++ (prawdziwa bomba, pierdzielnięcie w tych grubych udach było jak należy, teren idealny pode mnie, chyba jak dotąd najlepszy bieg w mojej „karierze”****, wygrana zmiana, mimo duuużo gorszego rozbicia na dzień dobry (1’), może z 25’’ błędu na całej trasie (20’’ i 5’’). 


Zabawnym momentem było, gdy poszedł do mnie drugi zawodnik z tej pierwszej zmiany – razem biegliśmy większość trasy i zaczęliśmy dyskutować łamaną angielszczyzną o biegu. On - wyśmigany Węgier z kratą na brzuchu i ja - pan prezes z całkiem sporą nadwagą.

Po biegu zabrałem się za rozdawanie ulotek, nie chwaląc się sam obskoczyłem wszystkie samochody na imprezie na 1000 osób.*****

- ilość zebranych po drodze mandatów -- (dwa minusy, bo tyle ich było)

Bardzo dziękujemy Denesowi i całemu klubowi z Salgotarjan za fantastyczną gościnę!

Tymczasem po dwóch tygodniach laby (Wawel Cup i Genua Trip) zabieramy się do „ciągłej walki o powrót do tego do czego się już i tak nie wróci”. Trzymajcie kciuki, cel na bieganie tego lata jest zgoła odmienny niż bywało to wcześniej! #roadtobefitagain

I powiem Wam, drodzy czytelnicy, że jakoś to bieganie zrobiło się naprawdę fajne. Jest inaczej niż kiedyś, ale kto powiedział, że w elicie dla wielu kończą się cele sportowe? Jest rywalizacja, jest sport, a nade wszystko jest wesoło. I z tym pozytywnym przesłaniem Was zostawiam, ahoj!

I foteczka (a konkretnie dwie) z moim nowym biegowym friendem Piotrem. Powodzenia na Półmaratonie Królewskim. Pociśniemy tam obaj!



* Karolu czekam na rewanż, a może na jakiś oficjalny pojedynek?
** Mimo to, był to kolejny solidny występ na miarę czołówki drugiej ligi.
*** Jakaś taka moda na blogasku na wielojęzyczność zapanowała ;)
**** xd zabawne sformułowanie, nie?
***** więc niech mi ktoś później nie mówi, że się nie da. Albo „czemu kierownik nie chodzi z ulotkami” – tu cytat.