Notka będzie krótka, jej zadaniem jest odniesienie się do
słów trenera Karola dotyczących decyzji sędziów na ostatnich
Mistrzostwach Polski. Moim celem nie będzie w żadnym wypadku obrona tej
decyzji, ani tym bardziej stawanie po stronie moich klubowych kolegów i
koleżanek. Co więcej nie chcę zbytnio roztrząsać samej sytuacji, gdyż w trakcie
punktu kulminacyjnego rozważań nad podjęciem wyżej wymienionej decyzji byłem
zajęty własnym biegiem. Pragnę jednak zadać kilka pytań na które każdy z
czytelników będzie mógł odpowiedzieć sobie samemu.
Jestem ciekaw, czy trener Karol podobne tezy wygłaszałby,
jeśli po ciężkim roku pracy dwie zwycięskie sztafety złożone z jego zawodników
zostały zdyskwalifikowane za przypadkowe nastąpienie na kawałek trawnika? Z
drugiej strony warto się zastanowić, czy trenerzy WKS Wawel powoływaliby się na
takie przepisy (o których słyszałem po raz pierwszy, no ale przecież Ignorantia
iuris nocet), gdyby tu chodziło o dyskwalifikację (lub nie) dwóch pierwszych
sztafet UKS Kusy Warszawa? Wydaje mi się, że punkt widzenia zależy od punktu
siedzenia. Jakkolwiek szczerze życzę trenerowi, aby kiedyś (szkoląc tak lub inaczej)
trener dorobił się dwóch sztafet w juniorach na dwóch pierwszych miejscach.
Idąc dalej należy zgodzić się ze słowami Maćka, iż tworzymy
multum przepisów, w których sami zawodnicy się gubią. Dla naszej chimerycznej
grupy około 300 osób tworzone są punkty i paragrafy, po niektórych
Mistrzostwach odżywają dyskusję, czy należało zdyskwalifikować, czy może nie?
Postanowienia podawane są na podstawie dwóch sprzecznych ze sobą przepisów, a taka
decyzja jakakolwiek by nie była nigdy nie dogodzi każdemu.
Zbliżając się do końca swoich rozważań zastanawiam się, czy
o to w biegu na orientację chodzi? By biegnąc zastanawiać się, czy przypadkiem
nie nastąpię na coś, co nie wolno. Sam tracę na sprintach bardzo dużo, z uwagi
na mój charakter, zawsze muszę sprawdzić dwa razy, czy na pewno przez ten
trawnik mogę przebiec, czy na pewno ten gówniany żywopłot jest do
przeskoczenia… Dlatego apel do sprinterskich mapiarzy, zaznaczajmy to co jest
nie do przejścia, symbolem nie do przejścia, a jeśli chodzi o resztę to
pozwólmy zawodnikom czytać warianty i zapierdzielać.
I na końcu dialog po wczorajszym biegu, potwierdzający moją
tytułową tezę:
JB: Garbacik, Tobie też zabierali punkty?
MG: Nie, ale za to bieg miałem do dupy…


















































