czwartek, 16 lipca 2015

to i owo

To i owo, czyli rozważania o wszystkim i o niczym! 

O EYOC-u

Tegoroczny występ naszej kadry narodowej trzeba nazwać porażką. Po raz pierwszy od niepamiętnych lat Polacy nie przywożą z tej imprezy medalu. Może po prostu to pokolenie jest trochę słabsze od minionego : ( ? Nie zmienia to jednak faktu, że należy pogratulować każdemu, kto wraca z tej imprezy zadowolony, każdemu, który spełnił wszystkie swoje założenia. Najlepsze jest 5 miejsce Kacpra, a najrówniej na najwyższym poziomie biegała Ada. Gratulacje nasi! Trzymamy kciuki za rok! Wierzę w Was!

O JWOC-u

Po raz kolejny, już czwarty rok z rzędu, śledziłem zmagania przed ekranem monitora i szczerze powiedziawszy jeszcze nigdy aż tak mnie ch*j nie strzelał. W 2013 odpuściliśmy z trenerami JWOCa (by pojechać na EYOC-a) i przez to nie pojechałem na EYOC-a. Cóż za wspaniały paradoks! Rok temu byłem po prostu za słaby, rywale byli lepsi. A teraz… Też byli lepsi. ale nie tak to miało wyglądać… Nigdy nie pojechałem na tą imprezę, a wydaje mi się, że w historii zdarzało się by reprezentowali nas słabsi niż ja zawodnicy. Tak czasem bywa… Gratulację dla chłopaków za równy występ na sprincie i dla dziewczyn za piąte miejsce w sztafecie. No i oczywiście dla Tima Robertsona (z którym rok temu ścigałem się na Mistrzostwach Świata : ) ). O kunszcie Olliego Ojanaho już wystarczająco krzyczałem w CZ.

O Pucharze Wawelu

Myślę, że była to impreza wyjątkowa, jak zwykle w CZ panowała wspaniała atmosfera, tereny były ciekawe, trasy wymagające, zawodnicy z wielu krajów, prawie 600 osób, aż się serce cieszy, że nasza impreza wciąż idzie do przodu. A no i oczywiście (jak już wspominałem w CZ) było „stromo, ślisko, błotniście, krzaczyście” dzięki czemu niektórzy zawodnicy nie mogli wylewać krytyki w Internecie. Ze swojej strony dodam, że co roku praca na Pucharze Wawelu sprawia mi dużo radości, w tym roku momentami stresu było trochę więcej, bo więcej było zadań i odpowiedzialność większa, ale na pewno miło będę wspominał te zawody. W sumie ustawiłem 110 punktów/ znaczników, pomyliłem się przy jednej taśmie, więc aż tak źle chyba nie jest, już na samych zawodach było wszystko dobrze! A i gratulację dla Kacpra, który debiutował w tej roli i wywiązał się z niej doskonale, zrobiłeś ogromny skok techniczny, rok temu nikt by ci takiego zadania nie powierzył, a teraz było super!

Mapki z zawodów (troszkę z innej perspektywy):









"Odwaliliśmy kawał, dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty."

O moim debiucie

Tym razem po raz pierwszy miałem okazję być na dużych zawodach spikerem, nie na chwilę w zastępstwie Sławka, ale na całe pięć dni. Z dnia na dzień czułem się coraz pewniej przy mikrofonie, by ostatniego dnia zmienić styl komentowania i pozwolić sobie na małe szaleństwa. Wiem, że nie wszystko było okej i wielu osobom mogło się nie podobać. Jednak był to tylko debiut, dlatego wszystkie uwagi (również, a nawet przede wszystkim negatywne) są mile widziane. Podoba mi się ta praca i wiem nad czym mam jeszcze pracować, aby choć w małym stopniu Sławka zastąpić (m.in. angielski, mówienie z dużej odległości od głośników, błędy językowe, nie ucinanie zdań w połowie – i jeszcze by się tego uzbierało!)



O biegu na 10 kilometrów

W trakcie Pucharu Wawelu, brałem udział w zawodach na 10 kilometrów. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że w sobotę rano mega (a swoją drogą to Mega też był na tych zawodach) nam słońce dopiekło i po południowej drzemce obudziłem się na mega kacu! Biegłem idealnie według wcześniej przyjętych założeń i czas 35:49 i 4 miejsce na krętej trasie z podbiegami (z tymi podbiegami bym nie przesadzał, ale jednak), w środku totalnego zapieprzu, pokazują że jeszcze nie jestem skończony i jak tylko uda się trochę potrenować to może jeszcze namieszam! However, półtorej roku temu byłem w stanie biegać jakieś 2-2,5 minuty szybciej.



O trenowaniu

W lipcu mój trening opierał się na rozbieganiach i dużej liczbie rozmaitych ćwiczeń (od rąk, aż po kostki). Ćwiczenia są dla mnie ważne, aby lepiej się czuć, poprawić sylwetkę, która przez ostatni rok uległa znacznej degeneracji (chyba nie takiego słowa powinienem użyć, ale żaden ze mnie humanista) oraz wzmocnić organizm, by był mniej podatny na kontuzje. Puchar Wawelu trochę treningi przystopował, ale teraz chcę wrócić do lasu. Następny cel – Limanova Cup!

O Mistrzostwach Polski

, które są niewątpliwie najważniejszym celem, ale tym razem bez napalania. Na razie dla mnie głównym celem jest każdy najbliższy trening, każde najbliższe zawody. Tym się cieszę, na tym się skupiam. Choć z tyłu głowy wiem, o tym, że są tacy, którzy są gotowi założyć się o mnie o kratę browarów. Fajnie, wiedzieć, że jeszcze ktoś w Ciebie wierzy xd



O studiach

Letnia sesja zakończyła się wynikiem 5:0, a średnia na prawie na UJ 4,49 jest całkiem zadowalająca. Teraz chcę się skupić na przedmiotach dogmatycznych i na 4-5 roku zająć się jakimiś praktykami w zawodzie. Dodatkowo dla czystego fanu (nauki języków i poznania mikro i makro ekonomii, co może mi się w pracy prawnika przydać), od tego roku jestem studentem ekonomii, chcę sprawdzić czy rzeczywiście z UEK-u nie da się wylecieć? Jedną z inspiracji do tej decyzji była kariera świeżo wybranego prezydenta.



O Pucharze Wawelu 2016

Na początkowe pytanie Marka „Czy zorganizuję z nim Wawel Cup za rok?” byłem trochę sceptyczny. I kilka nocy potrzebowałem, by się z tym przespać i z powodów:
- złapania cennego doświadczenia
- chęci pomocy klubowi
- i trochę z własnej próżności
się zgodziłem. Jest to jedna z tych rzeczy, które każdy mężczyzna w życiu powinien zrobić. Demota na głównej jeszcze nie mam, na syna zdecydowanie za wcześnie (z resztą tu jest taki ambaras, by oboje chciało na raz), dom w swoim wieku wybuduję, a drzewo z dziadkiem kiedyś posadziłem. Zaczynamy pracę już teraz. Chcemy by ta impreza dalej szła do przodu. Gruszek na wierzbie nie obiecuję, ale myślę, że będą to ciekawe zawody, w wymagającym terenie, zrobimy wszystko by Puchar Wawelu był coraz lepszy, dlatego zapraszam wszystkich za rok!


A i po tych długich rozważaniach o tym i owym piosenka na dzisiaj!


środa, 1 lipca 2015

a w Krakowie na Brackiej pada deszcz


a w Krakowie na Brackiej pada deszcz,
gdy konieczność istnienia trudna jest do zniesienia (...)
nie od deszczu mokre lecz od łez...

A więc, iż gdyż, finally ( i inne takie tam), nadszedł długo przeze mnie oczekiwany weekend majowy, weekend oczekiwany, ale oczekiwania z wiadomych względów nie mogły być spore. Nastawienie przed biegiem było bojowe - wiadomo. Po tygodniu biegania mój organizm dalej był rozlazły, na rozgrzewce nie czułem się dobrze, zadyszka pojawiała się przy klepaniu po pięć zero...
Dodatkowo na Brackiej zaczął padać deszcz.

na mapce zaznaczony Wydział Prawa i Administracji, oczywiście na Brackiej

Przechodząc do analizy biegu (choć w moim mniemaniu tym razem analiza jest raczej zbędna), bieg nie rozpoczął się dla mnie dobrze, na początku nie pewnie do pierwszego, później zawahanie przed pasażem, który wcześniej obczajałem (niestety z drugiej strony) ze 3 razy + ten motyw pojawiał się w 70% moich trasek. Na trójkę znowu planowany przeze mnie motyw. Na czwórkę znów, zakreskowana ulica + przebieg koło "Pijalni wódki i piwa". Punkty koło Barbakanu, Teatru Słowackiego, wszystko było wcześniej zaplanowane : ) Już odbiegając od szóstki widziałem Radzia, co nie wróżyło mi walki o medal. Chciałem uciekać jednak jak najdłużej i w ten sposób biegłem szybciej niż powinienem. Błędy na PK 9 i błędy PK 16 były spowodowane skrajnym zmęczeniem i brakiem kontroli mapy. Tak się na orientację nie biega (mimo wszystko uważam, że był to bieg na orientację), ale gdy człowiek jest aż tak słaby, ryzyko było wskazane. A na Brackiej padał deszcz.


I tak, od razu po biegu, nawet nie było mi bardzo żal, widziałem, że "z pustego to nawet Salomon nie naleje", bądź też "z gówna bata nie ukręcisz". Tego dnia cieszyłem się, że udało się wystartować, sam start był dla mnie bardzo cenny, wiedziałem, że wziąłem udział w czymś wyjątkowym. A w Krakowie na Brackiej padał deszcz.

1. K.Rzeńca      15.02
2. M.Podsiadły +0.19
3. R.Piotrowski +0.23
...
7. M.Garbacik   +1.36

Niestety tym razem to nie jest bukiet zwykłych róż, w normalnych okolicznościach czas poniżej 15 minut byłby bardzo realny. Rywale byli w zasięgu, to już nie było tak jak w latach 2012/2013. Wystarczyło trochę więcej potrenować. Tydzień biegania to za mało, w oparciu o zasadę "trzech randek" sformułowałem zasadę "trzech tygodni": Gdy taki stary dziad, który ładnych parę lat potrenował, ma kolejne przerwy, wystarczą 3 tygodnie by doprowadzić się do jako takiej dyspozycji (do walki o medale w M20), tydzień to za mało. I na Brackiej wciąż padało i było mokro nie tylko od deszczu, ale też symbolicznie od łez.


Następnego dnia nie wystartowałem w ogóle, mniejsza z tym. Tego biegu żal jest chyba jeszcze bardziej, bo taki teren mogę nazwać "esencją mojego ulubionego terenu", To w takich terenach się wychowałem i zawsze rozumiałem je bardzo dobrze, liczenie odnóg jarów i napieranie pod górę to moja specjalność. Druga taka okazja odpłynęła bezpowrotnie. Na brackiej leje jak z cebra.

Ale z drugiej strony w tym roku osiągnąłem jeden sukces, nie dostałem się na JWOC-a. W tym roku taki wyczyn naprawdę trzeba rozpatrywać w kategoriach sukcesu, nie było łatwo, ale udało mi się!
Na brackiej sobie pada.

Jednak może w tym wszystkim jest jakiś sens? Została mi już ostatnia szansa - wrzesień, jednak już na nic się tak nie napalam, bo i po co znowu? Cytując klasyka, trenera zaprzyjaźnionego klubu:
"Na wszystko przyjdzie czas. Spiesz się powoli" , może coach ma rację? Powoli przestaje padać, po burzy słońce wychodzi zza chmur...

Koniec smutów, Hej, ho, Popatrz Pozytywnie!

Pozdro dla ekipy z obozu w Bajce 2010


Emotikon smile, 

czwartek, 18 czerwca 2015

Czemu Cię nie ma o czwartej nad ranem?

Dla wszystkich spragnionych kolejnych przygód Cycerona (zwanego również w przyjacielskich kręgach Cycolindą) mam dobrą wiadomość. Bohater tego opowiadania, w przerwie pomiędzy egzaminami z logiki i z Rzymu postanowił przedstawić Wam kolejny rozdział swoich przygód. Cofnijmy się zatem do początków maja, który nastąpił po w sumie bardzo udanym kwietniu (ciężko nazwać udanym miesiąc, w którym łapiesz dwie kontuzję, ale jednak). Niestety we wspomnianym Maju rozpoczął się Wielki Kryzys Ekonomiczny, który trwa do dziś. Weekend majowy miał stać pod znakiem treningów na Bronaczowej, no ale właśnie. Z czysto dziennikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze o zawodach w Jastrzębiu, na temat których specjalnie nie ma sensu się rozwodzić. Kostka, po skręceniu (drugim) nie była jeszcze gotowa do biegania i sprint biegłem na niespuszczonym ręcznym, middla odpuściłem.

1. M.Skorupa   17.22
2. J.Borgiel       +0.36
3. J.Baran         +1.30
4. M.Garbacik    +1.42

Przejdźmy zatem, do wydarzeń mających miejsce w weekend kolejny. Miałem okazję po raz pierwszy startować w dużych zawodach!


Dzień przed naszym biegiem oglądaliśmy zmagania juniorów i kobiet oraz poznaliśmy smak kaszy (hehe). Analizując mój bieg, muszę stwierdzić, że moja głowa nie była do niego gotowa. Samo przygotowanie przed biegiem, brak odpowiedniej rozgrzewki, problemy z komunikacją i wreszcie nasto-sekundowe spóźnienie na start sprawiły, że nie ruszyłem tak jak należy. Od razu chciałem skleić gościa, który biegł przede mną. Sztuka ta się udała, ale okazało się, że konkurent biegł inną zmianę. Dupa! Nie wiem gdzie jestem i tak 6 minut szukałem punktu, a chyba bardziej kogoś z mojej zmiany. Była dokładnie 4 rano, mogłem wtedy zaśpiewać piosenkę z tytułu.





Dalsza część biegu była spoko, naprawdę spoko (choć w tempie zaiste spacerowym). Nawigowaliśmy wspólnie, grupa zwiększała się i zmniejszała, na kilka przebiegów prowadziłem. Gdy zostaliśmy we dwóch zrobiliśmy jakąś minutkę błędu na końcówce. Wyłączając pierwszy punkt, mogę być umiarkowanie zadowolony z biegu, ale cóż. Najbardziej żałuję, że jednak nie udało się pobiec tej trzeciej zmiany, po to była być może jedyna, niepowtarzalna okazja by się pociągnąć za Kratovem. I tak bym chyba nie dał rady? Może za rok!!!

1. IFK Goteborg 1
2. Halden SK 1
3. Kalevan Rasti 1
...
124. OK Kolmarden 1

1. R.Ohlsson          38.40
2. T.Noborn             +0.09
3. J.Fiskum             +0.10
...
6. K.Wołowczyk       +1.07
...
162. M.Garbacik    +17.44

Oczywiście wynik nie dał mi żadnej satysfakcji, a debiut można nazwać blamażem, z resztą całej trójki:



Można powiedzieć, że następnym razem będzie lepiej, a na pocieszenie zostały piękne, szwedzkie widoki:




Bieg ten miał jednak również zupełnie inny aspekt, wlał we mnie sporo nadziei. Biegłem prawie godzinę, a ani przez chwilę nie bolało mnie moje ścięgno. Padła decyzja, zaczynamy trenować (który to już raz w tym sezonie)! Pełen motywacji i dobrej energii zacząłem znowu biegać. Do Mistrzostw zostały 3 tygodnie (a co można zrobić w 3 tygodnie już pokazałem!). I tak w poniedziałek 50 minut, było spoko, we wtorek... Ach... Pozostaje się już tylko na to wszystko się uśmiechnąć:



*autor fotografii Jan Baran

Trochę przydługawy był ten tekst, a jeszcze nie wolno zapomnieć o dedykacji. Analizując ostatnie wydarzenia sportowe, dedykacja oczywiście dla Legii Warszawa!



niedziela, 7 czerwca 2015

Mistrzowie w Krakowie

Wdzięczna nazwa imprezy, z pewnością wpada w ucho, ale zastanówmy się kto w Krakowie tym mistrzem został? Na imprezę przyjechało wielu mistrzów (nawet z zagranicy), wyjechało ich jeszcze więcej. Ale po kolei! Ciężko będzie w sposób enumeratywny wyliczyć wszystkich krakowskich mistrzów, na pewno jeszcze ciężej będzie wskazać tego, który na ten tytuł zasłużył najbardziej. Spróbuję jednak przedstawić alfabetycznie swoich dziesięciu kandydatów (tych cichych i tych głośniejszych). A kto według was został Mistrzem w Krakowie?

Cygler Sławomir - człowiek, który stworzył produkt, którego naprawdę wstydzić się nie trzeba. W sobotę wspaniałe widowisko, a w niedzielę ściganie na najwyższym poziomie. Ile czasu musiało zająć dopięcie tego wszystkiego na ostatni guzik to on jeden wie. Było zacnie! Mi się podobało.


Kostrzewska Justyna - jeden z autorów dubletu na minionych zawodach. Zawodniczka Śląska została w moim plebiscycie mistrzynią nie tylko dlatego, że wygrała dwa razy, ale również dlatego, że był to chyba najbardziej niespodziewany dublet ze wszystkich krakowskich dubletów. Widać ciężką pracę speców od orientacji sportowej ze Śląska Wrocław i miejmy nadzieję, że Mistrzyni z Krakowa przyniesie nam jeszcze sporo radości na międzynarodowej arenie. Swoją drogą czyż zwyciężczyni middla w towarzystwie duetu trenerów nie prezentuje się doskonale?

*a Basia sobie myśli: "we wrześniu ja tam będę stała"

Kowalski Wojciech - czyli jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) senior w Polsce ostatnich lat. W liczbie medali na MP ściga Roberta Banacha, a w niedzielę na Bronaczowej dokonał wspaniałej rzeczy. Ciężko jest zdobyć tytuł, ale jeszcze ciężej go obronić. Wojtek wygrał w pod warszawskim Młodzieszynie, potwierdził swoją klasę zwyciężając w pod krakowskim Głogoczowie. Do tego dorzucił srebro na sprincie. Klasa sama w sobie!




Kuca Kacper i Lubkiewicz Tomasz - Kacper ma wszystko to co powinien mieć zawodnik, który chce zostać Mistrzem. "Żeby tylko słuchał trenera" - mawiano. I jak w tym roku zaczął go słuchać, to przyszły wyniki i to jakie! Kacper w Krakowie wręcz zniszczył rywali. Swoją drogą (taka dygresja) taka przewaga może trochę martwić, bo chyba kiedyś poziom w juniorach był ogólnie wyższy i bardziej wyrównany. (Ale może to tylko takie rozważania starego dziada). Jakkolwiek, Kacper ma sporą szansę zaistnieć nie tylko w Krakowie, oby tylko dalej słuchał trenerów i miał w sobie tyle profesjonalizmu co ma teraz. A dla pana numer dwa to już czwarty złoty medal w tym sezonie i myślę, że nie ostatni!



Mozdyniewicz Lucjan - trener klubu z Wielogłów. Wszyscy pamiętamy dawną siłę "Strzały" i finish zwycięzkiej sztafety na OOM w (zachodniopomorskim?). Od pewnego czasu nie widujemy na zawodach zawodników z tego klubu, jednak moim zdaniem to trener Lucek może być nazwany jednym z bohaterów krakowskiego championatu. To on wychował obecnie najlepszą w kraju seniorkę i moim zdaniem najbardziej perspektywicznego juniora. Płodna ta ziemia nowosądecka!


"nieznany biegacz" - każda osoba, która osiągnęła sukces na miarę swoich oczekiwań. Wszyscy, którzy po tych Mistrzostwach uwierzyli w siebie, każdy którego biegowa kariera dopiero rozkwitnie. Czy to zdobywca szóstego, czy trzeciego, czy może dwunastego, może mentalnie na tych zawodach został Mistrzem.




Parfianowicz Piotr - sylwetka, której specjalnie czytelnikom tegoż blogaska specjalnie przedstawiać nie trzeba. Na tych mistrzostwach dokonał jednak czegoś w moim mniemaniu nieprawdopodobnego. Bukmacherzy od początku stawiali go za głównego kandydata do sobotniej wygranej, jednak nie sama wygrana, ale przewaga jaką uzyskał nad rywalami (w swoim pierwszym sezonie w M21) stawiają go w gronie głównych faworytów mojego małego plebiscytu. 37 sekund w kategorii seniorów to po prostu przepaść i miejmy nadzieję, że ta przepaść daje nam nadzieję (ach te powtórzenia) na przełamanie impasu w wynikach polskiej reprezentacji na WOC.


Podsiadły Mateusz - kolejny cichy bohater tych Mistrzostw. Domyślam się, że zdobycie pierwszego medalu Mistrzostw Polski w szóstym roku startów w kategorii juniorów musi smakować lepiej niż chłodny Ciechan Miodowy (audycja zawiera lokowanie produktu). Zdobycie medalu, po latach bycia w czubie, zawsze gdzieś blisko, ale zawsze tuż za podium, pokazuje, że warto być wytrwałym, warto dążyć do celu, bo marzenia się spełnia... 


Pryjma Fryderyk - kolejny po Kacprze zdobywca hattricka. Po raz kolejny pokazał klasę, a w tym roku biega równo jak w zegarku. W obu biegach pokonał nie byle kogo, bo Marcina Biedermana, obaj ścigać się będą razem w Rumunii, oby z taką samą regularnością.

*pozycja na mecie odgapiona od znanego w orientalistycznym świecie bloggera Cycerona

Rzeńca Krzysztof - wygrać raz jest to sztuka, drugi jeszcze większa, a zdobyć czwarte złoto na sprincie pod rząd to już klasa sama w sobie. Dodatkowo dorzucił drugie na middlu, czym powetował sobie brak wiktorii na longu. Żeby tylko miał jeszcze więcej siły w nogach i chłodnej głowy na JWOC-u, a będziemy się wszyscy cieszyć.


Z pewnością, z Krakowa wyjechało jeszcze wiele więcej Mistrzów. A kto według z nas został Królem wśród Mistrzów? Królem w mieście królów Polski? Oceńcie sami!

poniedziałek, 1 czerwca 2015

A jakie są moje przemyślenia?

Mistrzostwa, mistrzostwa i po mistrzostwach. Zmagania w Krakowie się zakończyły, a... w różnych wpisach i tekstach znaleźć możemy sporą dawkę krytyki dotyczącej minionych zmagań. Orientacyjni eksperci (i nie tylko) wypowiadają się na temat sobotniej rywalizacji, zastanawiając się również dokąd zmierza nasza dyscyplina sportu. Postronny sympatyk BnO może odnieść wrażenie, że mieliśmy do czynienia z kiepską imprezą mistrzowską. Jako zawodnik, rozgoryczony swoją bardzo słabą postawą, również powinienem dołączyć do krytyki. W końcu, gdyby na zawodach było "stromo, ślisko, błotniście, krzaczyście... czyli tak, jak powinien wyglądać podczas zawodów na orientację rangi mistrzostw Polski", może miałbym szansę na lepszy wynik? Zamiast krytyki, która jest przecież taka bardzo nasza, polska, postaram się w sposób oczywiście subiektywny, acz mam nadzieję merytoryczny zgłębić poruszony wyżyj temat.

Na początek pragnę zastanowić się dokąd, ta nasza orientacja zmierza. Może rzeczywiście, przechodzimy kryzys, w zawodach nie startuje zbyt wielu zawodników, wyniki reprezentacji polski od lat są dużo poniżej oczekiwań, sponsorów wciąż jak na lekarstwo, a rok po roku tną nam kolejne dofinansowania. Może to prawda. Ale, czy to oznacza, że nie należy nic z tym robić? Od lat widzimy spore zaangażowanie wielu pasjonatów tej dyscypliny sporty w jej rozpropagowanie. Jak słusznie zauważył autor cytowanego przeze mnie tekstu, próbujemy cały czas wyjść do ludzi, pokazać się na zewnątrz, ściągnąć do siebie nowych zawodników i sponsorów. Może wielu z Was słusznie zwróci uwagę, że próby te nie przynoszą oczekiwanych skutków. Zgoda. Ale czy to oznacza, że należy zaprzestać promowania naszego sportu? Że należy przestać działać? Zawsze rozwój i starania przynoszą oczekiwane skutki, prędzej czy później. Jeśli chodzi o wspomniany wyżej rozwój to łatwo zauważyć ogromny skok organizacyjno-sportowy, jaki wystąpił w przeciągu ostatnich 7 lat w naszej sekcji. To wszystko dzięki ciężkiej pracy wielu ludzi, dlatego uważam, że działania przyniosą oczekiwane skutki, a abstrahując od tego, malkontenci znajdą się zawsze...



Wróćmy zatem do sobotnich zmagać i do tego jak ma wyglądać bieg sprinterski. Z pewnością bieg na orientację się zmienia i dziś to nie tylko "stromo, ślisko, błotniście, krzaczyście... czyli tak, jak powinien wyglądać podczas zawodów na orientację rangi mistrzostw Polski". 20 lat temu zawodnicy nie ścigali się na starówkach, w miasteczkach; bieg sprinterski jest wytworem ostatnich czasów. Zastanówmy się zatem, czy bieg na orientację to tylko bieganie po wymagających leśnych trasach? Z pewnością dla wielu to właśnie będzie solą orienteeringu. Zgoda. Ale tak, jak każda dyscyplina sportu, BnO się zmienia, ewoluuje, dlatego oprócz ścigania po ciężkich terenach Bronaczowej, organizator postanowił zapewnić efektowne ściganie na krakowskiej starówce. Dlatego zawodnicy ścigają się na WOC-u w Wenecji, by trzy dni później walczyć o medale w ciężkim, górzystym terenie.

"Zresztą - wystarczy sobie zerknąć na wyniki i porównać te ze sprintu z tymi ze średniego. W elicie różnice - jeśli chodzi o skład czołówki - może nie były wielkie, ale w kilku innych kategoriach..." Moim zdaniem teza chybiona. Kto miał wygrać, ten wygrał. Wielu zawodników zanotowało w ten weekend dublet. W niektórych kategoriach podium się zmieniło, ale przecież taki jest urok tego ( i nie tylko tego sportu). Thierry Gueorgiou nie wygrywa co rok sprintu, a Soren Bobach nie jest specjalistą od longa, tak jak Therese Johaug od dystansów krótszych czy Stina Nilsson od biegania na dystansach.

Może mój tekst zabrzmi, jak wymądrzanie się nic nie wiedzącego jeszcze o życiu gówniarza, ale postanowiłem pokazać, że nie zawsze trzeba być "anty". W Polsce bardzo modne jest narzekanie, bardzo modnie jest być anty-systemowym, że jest źle... A mi gdy w sobotę przyszedłem pod galerię krakowską naprawdę nie było wstyd, nie było wstyd przed dziadkami, nie było wstyd przed zawodnikami z innych klubów, nie było wstyd przed Catherine Taylor. Uważam, że należą się ogromne podziękowania i gratulacje Sławkowi, i całej ekipie za to co zrobili, to były Mistrzostwa Polski. Oczywiście konstruktywna krytyka zawsze jest potrzebna, może dzięki temu następne mistrzostwa (które mam nadzieję za 5-10 lat Sławek znowu zorganizuje) będą jeszcze lepsze i dzięki temu otrzymają jeszcze więcej krytyki!

sobota, 16 maja 2015

Preparing for Polish Champs koniec

Najwyższa pora, by zakończyć serię wpisów pt. Preparing for Polish Champs. Było to dla mnie ciekawe doświadczenie, zarówno prowadzenie blogaska w języku angielskim, jak i specjalne przygotowanie do konkretnego dystansu. Jeśli chodzi o garść statystyk, to można zauważyć, że wpisy te były rzadziej czytane niż pozostałe, mimo to czytelnicy docenili twórczość autora w 12. części przygotowań, którą przeczytali (bądź otworzyli) 166 razy. Aż się chce prowadzić blogaska!

Przejdźmy zatem do kwestii czysto sportowych. Od początku bardzo zależało mi na Mistrzostwach w Krakowie, już po (wbrew pozorom) bardzo udanym dla mnie sprincie w Warszawie wizualizacja sięgała krakowskich Mistrzostw. Wiedziałem, że rok solidnych przygotowań może sprawić, że przed własną publicznością uda się wreszcie osiagnąć (ten pewnie dla niektórych mały) ale dla mnie wielki sukces. To miał być ten dzień.

Niestety w tym roku bywało różnie, bardzo różnie. Ilosć dni kiedy mogę powiedzieć, że trenowałem, jest prawdopodobnie mniejsza niż ta w której nie trenowałem. Mimo to, udało się doprowadzić do przyzwoitej dyspozycji na crossie, nie zasłużenie zdobyć medal na longu i zwyciężyć w czwartej edycji grand Prix Małopolski. Myślałem, że wszystko zmierza we właściwym kierunku, po środowym (22.04) treningu na Rudawie padły slowa "Nie trenuje prawie wcale, a jestem w życiowej formie". Od tego momentu, rzeczywiście nie trenuje prawie wcale, a we wtorek... Wtorek był ciężki, Przygotowania do Mistrzostw Polski zostały zakończone. Trzeba odpuścić wyjazd na KMP, mistrzostwa na Bronaczowej (moje ulubione tereny), wyjazd do Finlandii, wyjazd do Norwegii... Szanse na wystartowanie (samo wystartowanie, nie ma tu mowy o wygrywaniu) na Starym Mieście oceniam na 20%. Jednak pomimo tego, że szkoda, nie będę ukrywał, że szkoda nie jest, warto docenić same przygotowania. Odys dojechal w końcu do Itaki, ale te 10 lat podróży były wartością samą w sobie. Oceńmy te przygotowania:

Przygotowanie fizyczne: jak wszyscy wiemy na przygotowanie fizyczne składa się wiele czynników: trening biegowy, trening siłowy, trening stabilizacji, rozciąganie, zdrowe odżywianie, sportowy tryb życia oraz sen (i pewnie jeszcze wiele więcej czynników). Przygotowanie fizyczne oceniam raczej słabo, mam problem w utrzymaniu tych wszystkich elementów, gdy nie idzie po mojej myśli. Zdecydowanie jeśli chodzi o formę biegową to był słabszy rok niż 2014. Warto jednak zwrócić uwagę, na to że w 3 tygodnie byłem w stanie osiągnąć formę od całkowitego zera być drugi na crossie.

Przygotowanie techniczne: z pewnością nie wykonałem takiej liczby treningów sprinterskich jaką chciałem. Nie pozwoliły na to wszystkie moje wiosenne perturbacje. Okres, w którym miało wypaść najwięcej takich treningów przypadł na czas pedałowania i chłodzenia kostki. On the other hand, robota jaką wykonałem trenując na sucho była bardzo duża. Zrobiłem ogromny skok, jeśli chodzi o szybkość podejmowania decyzji. Mój największy mankament jeśli chodzi o sprinty stał się moim atutem.

Przygotowanie mentalne: ciężko oceniać mi teraz przygotowanie mentalne. Z jednej strony wizualizacja była niesamowita, cel był realny; przed każdym biegiem tworzyłem sobie sztuczną presję, z którą raczej udało się radzić. [Tu rada dla młodszych zawodników (często obserwuje inne zachowania) - traktujcie każde zawody poważnie.] Z drugiej strony nie potrafiłem sobie tego wszystkiego w głowie należycie poukładać.

Chciałoby się rzec, że to jest tylko bukiet zwykłych róż. Niestety nie tym razem. Taka okazja już się nie powtórzy, nie można się oszukiwać.

Kto doczytał do końca, temu chwała, żeby nie było tak smutno to pamiętajcie Popatrz Pozytywnie, mam nowe trochę inne cele :)

Kawałek, takie smuty na dzisiaj:



I nagroda dla tych co przeczytali do końca, mapki do analizy(oczywiście na sucho!):























Trzymajcie kciuki, za powrót do zdrowia :)